Chris Standring, "Blue Bolero"
blueboleroBlue Bolero” to jedna z najdziwniejszych płyt Chrisa Standringa. Po pierwszych dziesięciu minutach przecierałem oczy (a raczej uszy) ze zdumienia. Myślałem sobie: co to u licha jest?



Pierwszy utwór („Overture”) zaczyna się wstępem instrumentów smyczkowych. Na to po chwili wchodzi przeszkadzajka i gitara. Nad lekko nużącym brzdąkaniem Standringa dominuje brzmienie smyczków. Przez 8 minut raczej niewiele się tu dzieje. Drugi utwór nie zapowiada żadnej istotnej zmiany. W marszowe rytmy werbla wdzierają się smyczki, i tym razem nieco już żałośnie łkająca gitara. To kolejne parę minut rosnącego zirytowania. Wprawdzie Standring zapowiadał wcześniej, że „Blue Bolero” będzie płytą inną niż wszystkie, ale tego po prostu się nie spodziewałem. Nuda. Powiew świeżości pojawia się dopiero po kilkunastu minutach. „Please Mind the Gap” to klimat za jaki uwielbiam tego gitarzystę. Pojawia się wreszcie żwawe tempo, solidny bit w perkusji, do tego jeszcze flet, na którym genialnie gra Karisse Buckingham. Wreszcie zaczyna „żreć”! Dalej jest mieszanka jednego i drugiego stylu.
Ta płyta w istocie jest inna niż wszystkie poprzednie. Brzmi raczej jak podkład pod jakiś spektakl teatralny, albo muzyka filmowa. Zamiast funky jest nostalgia, zamiast przebojowości – melancholia. Skąd się to wzięło u Standringa nie mam zielonego pojęcia. Może ma to związek z jego obchodzonymi niedawno 50. urodzinami? Nie chcę przez to stwierdzić, że „Blue Bolero” to płyta zła. Ale jest z całą pewnością bardzo zaskakująca dla fanów i nie dla wszystkich jest to pozytywne zaskoczenie. Do wcześniejszych dokonań nawiązują na szczęście takie utwory jak wymieniony wcześniej „Please Mind the Gap”, „Sensual Overload”, czy „Bossa Blue”. Reszta to jednak niebyt porywające moim zdaniem poszukiwania artystyczne. Jakby tego było mało brzmienie orkiestry zapowiadane wcześniej przez Standringa sprowadza się tu właściwie do wielokrotnego nagrania partii smyczków przez jedną jedyną skrzypaczkę. Moja rezerwa rozmija się chyba z odczuciami fanów smooth jazzu. „Blue Bolero” jest bowiem jedną z najpopularniejszych płyt gatunku ostatnich tygodni.
Warto jeszcze zwrócić uwagę na kreatywne działania marketingowe Standringa. Mimo, że album „Blue Bolero” swoją premierę miał 30 marca, to osoby zalogowane na stronie gitarzysty mogły ten album kupić już w grudniu ubiegłego roku. Ponieważ należę do tej grupy, to od czasu do czasu dostawałem dodatkowo mailem na przykład zaproszenia na „ekskluzywne party” w Hollywood z udziałem gitarzysty. Niestety, Standring nie refundował kosztów przelotu Warszawa – Los Angeles. Nie skorzystałem.

Paweł Oses

Chris Standring, „Blue Bolero”, Ultmiate Vibe, 30.03.2010
 

Wyszukiwanie

W skrócie

Jeff Lorber i Eric Darius zagrają na Mallorca Smooth Jazz Festival.

Dave Koz nominowany do Grammy.

Ukazała się trzecia płyta Marcina Nowakowskiego.

Mindi Abair napisała książkę.

Pierwszy europejski "Smooth Music Cruise" odwołany.

Jeff Lorber pracuje nad "Now Is The Time II".

Michael Franks powraca!