| Joe McBride, "Lookin' for a Change" |
Gdy ktoś przez kilkanaście lat konsekwentnie przyzwyczaja nas do swojego stylu, to decyzja o tym by nagrać coś kompletnie innego jest ryzykowna. Odbiorcy mają wtedy najczęściej tylko dwa skrajne odczucia. Albo eksperyment odrzucają z niesmakiem, albo też zachwytom nie ma końca. Joe McBride zaryzykował – i opłaciło się. „Lookin’ for a Change” to najlepsza płyta w jego karierze.
Joe McBride bez ceregieli ujawnia sekrety swojego znanego od lat stylu. „Na grę fortepianu nakładam automat perkusyjny i do tego trochę jeszcze elektroniki”. To oczywiście spore uproszczenie. Mimo wszystko jego twórczość nigdy nie była aż tak banalna, w końcu McBride współpracował z najlepszymi muzykami w branży – z Davem Kozem na czele. Ale faktycznie na jego wcześniejszych płytach było mnóstwo plastiku. Teraz to się zmieniło. Album „Lookin' for a Change” złożony jest głównie z nieśmiertelnych przebojów między innymi Seala czy zespołu Coldplay. Pianista dołożył też do tego trzy swoje kompozycje. To płyta wokalna - Joe McBride śpiewa w każdym utworze. Do tej pory był pod tym względem bardziej powściągliwy, śpiewał najwyżej w jednym bądź dwóch kawałkach na płycie. Ale największego podkreślenia wymaga najważniejsza zmiana. „Lookin’ for a Change” to przede wszystkim album całkowicie akustyczny. Trudno o bardziej radykalną modyfikację stylu. „Nagrywanie tej płyty było dla mnie jak lekcja. Zapomniałem trochę o korzeniach jazzu z czasów mojej młodości, o tym czego uczyłem się w szkole. Miles Davies, John Coltrane, Charlie Parker – to jest to, do czego chciałem wrócić w tym projekcie.” Do pomocy pianista miał doborowych muzyków. Perkusista Elijah Gilmore, gitarzysta Dan Wilson (współpracował m.in. z popularnym zespołem country Dixie Chicks) i basista Roger Hines (stały współpracownik Diane Schuur) to jak twierdzi sam McBride najlepsi muzycy z Cleveland. Zaiste, bowiem efekt ich współpracy jest fantastyczny. Już na początku wielki przebój "A Thousand Miles" Vanessy Carlton może wprawić w zachwyt. To jakość, która nie ma odniesienia w dotychczasowej twórczości McBride’a. Momentami bebopowy styl, niezwykle rytmicznie i akordowo traktowany fortepian i górujący nad wszystkim mocny wokal. Albo inny wielki przebój – „Kiss From A rose” Seala. Temat – jakkolwiek podany bardzo smakowicie – jest tu tylko pretekstem do popisu wokalnego. McBride posługuje się głosem w piękny sposób. Operuje dowolną dynamiką, od pianissima po fortissimo, które wszakże nigdy nie zamienia się w krzyk. Barwa głosu momentami zmusza do porównywania do Ala Jarreau. Jak to możliwe, że McBride pokazuje się od tej strony dopiero teraz? Artysta nie rozczarowuje również jako kompozytor. Mnie najbardziej przypadł do gustu utwór „It’s Over Now”. To śliczna piosenka, której napięcie narasta z każdym taktem. To jednocześnie kolejny dowód na to, że McBride’a trzeba już traktować nie tylko jako zdolnego pianistę, ale także nieprzeciętnego wokalistę. Od ukazania się albumu „Lookin’ for a Change” minął już rok. Jak długo trzeba będzie czekać na kolejną płytę? Niewidomy Joe McBride od jakiegoś czasu mieszka w Cleveland – tam gdzie swoją siedzibę ma wytwórnia Heads Up. Może więc nie będzie to czas zbyt długi. Bardzo bym sobie tego życzył. Swoją najnowsza płytą Joe McBride kończy jak sądzę ten etap w swoim życiu, w którym nieustannie był mylony z basistą Christianem McBridem. Teraz takich pomyłek robić już nie wypada. Paweł Oses Joe McBride, "Lookin' For A Change", Heads Up, 28.07.2009 |

