Eric Darius "On a Mission"
dariusonamissionEric Darius podaje dwa źródła inspiracji, z których wypływa płyta „On a Mission”. Po pierwsze ma to być album, który zainteresuje jazzem miłośników takich wykonawców jak Jay-Z, Beyonce czy Justin Timberlake. Po drugie Eric Darius jako osoba żarliwie religijna deklaruje, że jego obowiązkiem jest dzielenie się z ludźmi talentem, jakim obdarzył go Bóg. Stąd (jeśli właściwie rozumiem intencje saksofonisty) jego muzyka ma znaczenie niemal duchowe, ma dotykać głębokich zakamarków duszy słuchaczy. Moja dusza pozostaje raczej niewzruszona, ale przyznać muszę, że połączenie saksofonu z klimatem MTV jest frapujące.

Rzeczywiście stylistyka zbliżona do hip-hopu odcisnęła piętno niemal na całej płycie „On a Mission”. Aranżacja jest dość ciężka, by nie powiedzieć – agresywna. Momentami można odnieść wrażenie, że Darius musi dąć z całych sił w swój tenor albo alt, by przebić się przez dźwiękową magmę perkusji, klawiszów i pojawiających się pokrzykiwań. Oczywiście to może się podobać – i ja sam daję się temu porwać. „Settin It Off” czy „Let’s Go!” są  niezwykle energetyczne, bardzo imprezowe i przyswajalne zapewne nawet przez najmniej wyrobionych słuchaczy. Granica mojej akceptacji na tego typu zabawę została jednak przekroczona w utworze „Move To It”. Nie mam zrozumienia dla eksperymentów polegających na nakładaniu linii saksofonu na łomot automatu perkusyjnego i elektroniki właściwej dla prowincjonalnych remiz, zamienianych w sobotnie wieczory na tancbudy. Zostawmy to innym. Eric, jesteś na to za dobry!
Nie oznacza to na szczęście, że cała płyta utrzymana jest w stylistyce „łubudu”. Po przygodzie z wytwórnią Blue Note wypada zaznaczyć, że jest się jazzmanem. No i Darius robi to. Poświęconych jest temu między innymi kilka minut w utworze Herbie Hancocka „Butterfly”. Ten duet z trębaczem Rickiem Braunem odbiega nie tylko od całej reszty płyty, ale w ogóle od wszystkiego czego na wcześniejszych albumach dokonał Darius. Drugim fragmentem, który odstaje od reszty jest utwór „My Prayer For Haiti”. Nie jest to koniunkturalizm. Eric Darius ma w sobie haitańską krew. Z tego kraju pochodzi jego ojciec. Rodzina saksofonisty żyje zaledwie 15 kilometrów od Port Au Prince w miejscowości Croix des Bouquets. Na szczęście bliscy uniknęli tragedii, ale Darius i tak przyznaje, że nagranie tego utwory było najtrudniejszym zadaniem podczas pracy nad „On a Mission”.
Podziw budzi rozmach, z jakim została nagrana ta płyta. Pracowało nad nią aż pięciu producentów, a nagrań dokonano w ośmiu różnych studiach, między innymi na Jamajce. Szkoda tylko, że ten wysiłek nie przekłada się na muzyczne doznania.

Paweł Oses
Eric Darius, "On a Mission", Shanachie, 29.06.2010
 

Wyszukiwanie

W skrócie

Jeff Lorber i Eric Darius zagrają na Mallorca Smooth Jazz Festival.

Dave Koz nominowany do Grammy.

Ukazała się trzecia płyta Marcina Nowakowskiego.

Mindi Abair napisała książkę.

Pierwszy europejski "Smooth Music Cruise" odwołany.

Jeff Lorber pracuje nad "Now Is The Time II".

Michael Franks powraca!